photo de l'article

Nigdy nie ufaj komuś, kto nie utyka – walczyć przeciwko Bożemu przeznaczeniu

67

Tommy TENNY

Lud Boży potrzebuje czegoś więcej niż tylko dobrego spotkania, na którym przejdą mu ciarki po plecach. Potrzebujemy spotkania z Bogiem, które sprawi, że zaczniemy utykać! Gdzież są podobni do Jakuba, którzy uchwycą się objawienia Bożego i będą walczyć o swoje przeznaczenie, dopóki się ono nie zmieni? Któż uchwyci się Boga i powie: „Nie puszczę Cię, dopóki mi nie pobłogosławisz”?

„Jakub zaś pozostał sam. I mocował się z nim pewien mąż aż do wzejścia zorzy. A gdy widział, że go nie przemoże, uderzył go w staw biodrowy i zwichnął staw biodrowy Jakuba, gdy się z nim mocował. I rzekł: Puść mnie, bo już wzeszła zorza. Ale on odpowiedział: Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz” (I Mojż 32: 24-26).


Wielu zadaje pytanie, jak Jakub śmiał zwrócić się w tak nieodpowiedni i zuchwały sposób do Wszechmogącego Boga. Sądzę, że Jakub, „ten, który trzymał za pietę”, użył jedynego słownictwa, jakie rozumiał. Był być może patriarchą, ale nie teologiem. Ludzie z pasją podążają desperacko za czymś, co ludzie wykształceni uznają za nieosiągalne. Jakub wiedział, czym jest błogosławieństwo, gdyż pamiętał, co się wydarzyło, gdy ojciec nałożył na niego ręce:„Wszystko, co wiem, to, że ojcowskie błogosławieństwo odmieniło mi życie i sprawiło, że wszystko się zmieniło. Wiem, że za chwilę mogę ponownie to otrzymać. „ Błogosławieństwo” to jedyna rzecz, jaką potrafię przywołać, a więc „dotknij mnie”.

„Muszę to mieć. Błogosławieństwo z punktu widzenia ziemskiego już dostałem, teraz pora na błogosławieństwo z Nieba. Nie puszczę Cię, dopóki mi nie pobłogosławisz”.

TO NIE BYŁ ZWYKŁY „NIEBIAŃSKI INTERES STULECIA” !

Zbliżając się do Boga, nasze myśli zbyt często zaczynają pracować jak samoobsługowy, szybki i tani sklep. Spodziewamy się dostać to, co chcemy, po najniższej cenie, w możliwie najkrótszym czasie i to niezależnie od tego, czy przychodzimy po przebudzenie, uzdrowienie czy też po błogosławieństwo finansowe. Nie wiem jak ty, ale ja nigdy nie widziałem, by Bóg działał w ten sposób. Trzymając w ręce listę modlitw i próśb, uwielbiamy ustawiać się w kolejce za czymś, co wydaje się świetnym interesem do ubicia w niebie. Potem prosimy: „Pobłogosław mnie”! Zacząłem modlić się o to, żeby Bóg nie odpowiadał na nasze żądania, ale na nasze rzeczywiste potrzeby. Doskonale znamy nasze wymagania, ale czy równie dobrze wiemy, czego naprawdę potrzebujemy?

Imię Jakub znaczy „zająć czyjeś miejsce” albo „oszust". Całe życie był kanciarzem, który podstępem okradł starszego brata z pierworództwa, a następnie wyłudził błogosławieństwo od ojca. I chociaż Jakub, jako syn jednego z najsłynniejszych mężów w historii, pochodził z dobrej rodziny, mówienie o nim jako o osobie niegodnej zaufania jest eufemizmem. Jakub dorastał w „kościele”, gdzie Abraham i Izaak opowiadali synom o swoich spotkaniach z Bogiem. Miał powołanie i wizję Bożą do wypełnienia, a mimo to nie można mu było wtedy zaufać. Wszystko to miało się zmienić dzięki jednemu spotkaniu.

„Wtedy rzekł do niego: Jakie jest imię twoje? I odpowiedział: Jakub. Wtedy rzekł: Nie będziesz już nazywał się Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem, i z ludźmi, i zwyciężyłeś. A Jakub zapytał, mówiąc: Powiedz mi, proszę, jakie jest imię twoje? Na to odpowiedział: Dlaczego pytasz o imię moje? I tam mu błogosławił” (I Mojż 32: 27-29).

Po kilku godzinach walki o przewagę Jakub poczuł się prawdopodobnie pewny uzyskania błogosławieństwa. Sądzę, że mógł sobie pomyśleć: „Dobrze, w końcu to anielskie „coś”, z czym walczyłem, to objawienie Boga, powie: „Ok, ok pobłogosławię cię. Teraz uklęknij tu, a Ja nałożę ręce na twoją głowę”. W sklepie czeka na ciebie niespodzianka.

NIE BŁOGOSŁAW MOJEGO CHAOTYCZNEGO, POPLĄTANEGO ŻYCIA; DAJ MI NOWE ŻYCIE !

Pan nie wyciągnął Swej ręki, by pobłogosławić Jakuba, bo ten nie potrzebował dodatkowego błogosławieństwa w swym nieuporządkowanym życiu. On potrzebował całkiem nowego życia. Zamiast tego, Pan zacisnął pięść i uderzył z taką siłą w udo Jakuba, że wyskoczyło ono ze stawu biodrowego i przerwało ścięgno na zawsze. Na skutek tego zdarzenia, Jakub utykał do końca swych dni.

Kiedy starszy brat Jakuba, Ezaw, zauważył, że ten kuleje, prawdopodobnie pomyślał: „To nie może być ten sam Jakub, który skradł mi prawo pierworództwa. Nawet chód ma inny. W jego sposobie chodzenia jest jakaś pokora, jakaś nowa czułość jest w nim. Jest inny. Nie mogę go zabić, jest moim bratem”. Ezaw chciał zabić dawnego brata, ale uściskał nowego Jakuba. Jeśli uściskamy śmierć skruszonego ciała, ci, którzy kiedyś pałali do nas nienawiścią, dostrzegą w nas kogoś zupełnie nowego innego.

Prawdopodobnie Jakub pragnął takiego błogosławieństwa, które zamieniłoby wściekłego starszego brata na łagodnego w stosunku do Jakuba, ale Bóg postanowił udzielić mu innego błogosławieństwa. Odmienił go po to, aby jego brat mógł go polubić. Nadeszła chwila, by również kościół się zmienił.

Kościół pełen pychy paraduje ulicami świata, wytykając swoim oskarżycielskim palcem na prawo i lewo, nakazując innym prawość i uczciwość. Tymczasem mamy przysłowiową kilometrową belkę w naszym oku! Najwyższa pora, by zawołać: „Panie, niezależnie od tego, czy to będzie błogosławieństwo, czy jakaś zmiana, coś musi się wydarzyć. Naucz nas, jak budować miejsca miłosierdzia, a nie osądów”.

JESTEM ZMĘCZONY TYM, ŻE JESTEM DOTKNIĘTY, ALE NIEODMIENIONY

Potrzebujemy spotkań z Bogiem, które sprawią, że zostaniemy odmienieni na zawsze. Powinniśmy się wbić w Bożą obecność i powiedzieć: „Nie puszczę Cię, dopóki nie wydarzy się we mnie coś, co sprawi, że już nigdy nie będę tą samą osobą”.

Chodzi tu właśnie o ten rodzaj interwencji Bożej, który godzi w starą naturę i dawne sposoby postępowania. To powoduje, że coś w nas umiera, zapowiadając zmianę na lepsze. Ludzie powinni nas widzieć nadchodzących innym biodrem, z nową wrażliwością nabytą w dniu porażki w walce z Bogiem. Powinno to sprawić, że ludzie powiedzą: „Doceniam tę osobę. Nie wypowiada się z pompatyczną zarozumiałością, ale jak ktoś, kto poznał dobro pochodzące z głębi serca”. Dlatego moją dewizą jest: „Nigdy nie ufaj komuś, kto nie utyka!”.

JAKUB ZAKOŃCZYŁ ROZGRYWKĘ DOSTAJĄC TRWAŁY PUCHAR ZA SWOJĄ PORAŻKĘ

Po przegranej walce z Bogiem Jakub stał się człowiekiem pragnącym być postrzeganym jako Numer Jeden, jako książę narodu wybranego przez Boga. Stoczył walkę z Bogiem dotyczącą jego przeznaczenia i ukończył ją z pucharem za porażkę. Była to walka, którą dla własnego dobra musiał przegrać. Potrzebował zmiany, aby móc wejść na drogę, którą wyznaczył mu Bóg.

To czas, w którym powinniśmy szukać Jego oblicza!

Kiedy jesteśmy o krok od osiągnięcia kolejnego poziomu w naszym życiu, powinniśmy stracić zainteresowanie ręką, która błogosławi, a skupić się na obliczu Boga. W związku z tym, iż wiele podróżuję, szczególnie doceniam chwile spędzone w domu z dziećmi. Pewnego dnia, po powrocie z podróży, moja najmłodsza, wtedy sześcioletnia córka, wskoczyła mi na kolana, kiedy siedziałem na fotelu. Byłem zmęczony, czytałem gazetę czy może patrzyłem na wiadomości w telewizji, podczas gdy ona postanowiła zwrócić na siebie uwagę. Swymi małymi, pulchnymi paluszkami zaczęła dotykać mojej twarzy, i w pewnej chwili chwyciła mnie za głowę. W tamtym czasie zezowała jeszcze, jak to bywa u dzieci w jej wieku. Odwracała moją głowę za każdym razem, gdy na nią nie patrzyłem i mówiła: „Popatrz na mnie, tatusiu! Popatrz!”.

Wtedy zasypywała mnie buziakami. Przytuliłem ją do siebie, po czym wróciłem do czytania gazety. Ponownie ujęła moją głowę i powiedziała: „Popatrz na mnie, tatusiu!”, aż w końcu udało jej się zdobyć moją uwagę. Piętnaście minut uścisków i buziaków sześcioletniej dziewczynki rozczuliło mnie, postanowiłem się poddać. Takie zachowanie dziecka oznacza zazwyczaj, że chce ono o coś poprosić. Wobec tego ciągle ją tuląc, zapytałem: „Andrea, co chcesz?” Odpowiedziała krótko: „Nic. Chcę tylko ciebie, tatusiu!”.
Poczułem, że kocham ją jeszcze bardziej. Po chwili potarła rączkami moją twarz, spojrzała na mnie dużymi, brązowymi oczami, odchyliła na bok głowę i skwitowała z uśmiechem: „Chcę ciebie, tatusiu!”.
„No dobrze, co chcesz, kochanie?” – zapytałem, myśląc jednocześnie, że musi to być coś naprawdę wielkiego, skoro poświęca tyle czasu, by mnie przekupić. Trzy razy zadałem jej więc to samo pytanie: „Co chcesz, kochanie?” Za każdym razem odpowiadała: „Nic tatusiu! Chcę tylko ciebie!”. W końcu zaproponowałem: „Andrea, chodź ze mną do samochodu”. Zabrałem ją do centrum miasta i zapytałem: „Co byś chciała, kochanie?”, a ona po raz kolejny odpowiedziała: „Nic, tatusiu! Chcę tylko ciebie!”.

Zatrzymaliśmy się przed wielkim sklepem z zabawkami i tam ujrzałem błysk w jej oczach. Czułem się tak dotknięty w tamtej chwili, że jedyną rzeczą, jaką miałem ochotę zrobić, to wejść i zapytać: „No dobrze, kochanie, powiedz tatusiowi tylko, która połowę sklepu wybierasz! Możesz dostać jedną albo drugą połowę, wszystko jedno!”. Powiedziałem: „Wybierz, co chcesz!”.

CZY JEST KTOŚ, KTO PRAGNIE TYLKO MNIE?


Wiecie, co wybrała moja córka? Malutki flakonik do robienia baniek mydlanych z patyczkiem zakończonym kółkiem. Kiedy dmucha się w to kółko, pojawiają się bańki, które po chwili ulatują w powietrze ... Nagle dotarło do mnie, że ona naprawdę nie chciała niczego. Chciała tylko mnie! A ponieważ pragnęła tylko mnie, gotów byłem podarować jej wszystko, czego by sobie zażyczyła.

Ileż to razy przychodziliśmy na nabożeństwo po to, by o coś poprosić, o czymś poprorokować, coś tam powiedzieć, podczas gdy Bóg zadaje pytanie: „Czy jest tu ktoś, kto pragnie tylko Mnie?”.

Najwyższy stopień uwielbienia osiągamy wtedy, gdy odsuwamy Jego ręce pełne błogosławieństw, a podążamy za Jego obliczem! Jego oblicze oznacza Jego przychylność. W czasach biblijnych, jeśli dany lud nie chciał zwrócić twarzy na kogoś, oznaczało to, że tolerując jego obecność, nie okazywał mu przychylności. Absalom spędził w Jerozolimie dwa lata, nie widząc swojego ojca ani też nie stając przed obliczem króla. (zob. 2 Sam 14:28). Mógł przebywać w tym mieście, ale nie mógł wchodzić do miejsca, gdzie znajdował się tron.

Możliwe jest życie w Królestwie Bożym i niedostrzeganie Bożego oblicza, możliwe jest korzystanie z ochrony strażaków, policji i infrastruktury miasta, nie mając przychylności Króla. Od jak dawna kościół nie nie poszukuje prawdziwej przychylności Bożej? Żyjemy w Królestwie, domagamy się tego, co do nas należy, i otrzymujemy to! Podobnie jak syn marnotrawny, którego egoistyczne roszczenia ojciec zaspokoił, dał mu należną część majątku, dokładnie wiedząc, co z nią zrobi. Wielkim nadużyciem jest branie z rąk Ojca po to, by opłacić podróż, która cię od Niego oddali, i wyniesie „błogosławieństwo” ponad „Tego, który udziela błogosławieństwa”!

Powinniśmy dojrzeć na tyle, by móc powiedzieć: „to nie Jego ręce...”, odsunąć Jego dłonie i szukać Jego oblicza mówiąc: „będę sługą i pragnę być tylko tam, gdzie Ty jesteś”. Dzięki temu nasze uwielbienie nie będzie już skupione tylko i wyłącznie na nas i na tym, co pragniemy otrzymać. Wprost przeciwnie, zaczniemy zwyczajnie oddawać Mu wszystko. Zamiast prosić „pobłogosław mi!”, powiemy „bądź błogosławiony!”. Nie będziemy już dawać po to, by otrzymać coś w zamian, ale z powodu pasji!

Na horyzoncie zaczyna rysować się zmiana, a ludziom z pasją Bóg da pierścień autorytetu i płaszcz błogosławieństwa. On teraz wie, że ludzie ci nie zaprzepaszczą relacji z Nim z powodu szukania Jego reki zamiast Jego oblicza. Bóg jest również zdecydowany zmienić nasz sposób „posiadania kościoła”. Obecność ponad prezentami! Wypatruje wielbicieli, którzy poszukują bardziej „Dawcy” niż „darów”! Czy jesteś taką osobą? Czy jesteś tym, kto odbuduje umiłowany dom Boga?

TATUSIU, MOŻESZ USIĄŚĆ, GDZIE TYLKO ZECHCESZ!


Pewnego razu ktoś zadzwonił, podczas mojej nieobecności w domu prosząc, bym porozmawiał z moją najmłodszą córką, Andreą. Zapytałem ją: „Co robisz, kochanie?”, odpowiedziała: „Bawię się w dom, tatusiu, właśnie podaję podwieczorek”. Więc poprosiłem: „To przygotuj mi miejsce i zrobimy tak, jakbym tam był i pił z tobą herbatkę”.

- Już tak zrobiłam – odpowiedziała.
- No dobrze, więc gdzie jest moje miejsce? – spytałem.
- Tatusiu, nie wiedziałam, gdzie będziesz chciał usiąść, więc przygotowałam Ci pięć miejsc.

Ależ mnie to rozczuliło!

Od jak dawna kościół nie był na tyle stęskniony za Bogiem, by zwyczajnie powiedzieć: „Ojcze, możesz usiąść, gdzie tylko zechcesz. Tu, tam, wszystko jedno. Najważniejsze, abyś tu był!” Odpowiedziałem córce: „Jak wrócę, pobawię się z Tobą w dom”.

Był sam środek lata, w Luizjanie, temperatura sięgała 32°C w cieniu. Plastikowy domek Andrei stał na środku podwórka, w pełnym słońcu. W momencie, gdy przekraczałem próg domu, jeszcze z teczką w ręce, Andrea ujrzawszy mnie, zawołała: „Chodź tatusiu!”. Nie zdążyłem nawet odetchnąć, ale musiałem dotrzymać obietnicy. Postanowiłem pójść i pobawić się z córką w dom.

Jej domek był tak mały, że nie byłem pewien, czy uda mi się do niego wejść! Siedząc na podłodze, głową podnosiłem dach. Prawdę mówiąc, byłem całkowicie zaklinowany w tym domku. Chwilę potem, wręczając mi miniaturowy fartuszek, wydała rozkaz: „Załóż go!” Nakryła do stołu i czekała na mnie. I zaczęliśmy pić naszą herbatkę na niby. Andrea podała mi filiżankę i powiedziała: „To dla ciebie, tatusiu”. Następnie przeszła się dookoła stolika i rozdając filiżanki, oznajmiła: „Proszę, laleczko, to dla ciebie, a tamta filiżanka jest dla mnie”. I tym sposobem usiedliśmy i wypiliśmy wspólnie herbatkę. W pewnej chwili Andrea zapytała: „Smakuje ci, tatusiu?” – „Ależ oczywiście!” odparłem, mimo iż pot lał się ze mnie strumieniami w tym palącym słońcu, podczas gdy popijaliśmy tę herbatkę na niby. Następnie Andrea zaproponowała: „Proszę ciasteczka, poczęstuj się” (oczywiście były to ciasteczka na niby). Ponownie zapytała: „Zabawnie jest, prawda?”. Prawda była taka, że wyglądałem żałośnie, ale byłem z moją córeczką i właśnie dzięki temu było zabawnie, więc odpowiedziałem: „Tak, kochanie, jest bardzo fajnie”.

W końcu Andrea stwierdziła: „Jest gorąco i chce mi się pić. Chodźmy do dużego domu, żeby się czegoś napić!” Odpowiedziałem: „Dobrze, chodźmy kochanie”. Zaprowadziłem ją do dużego domu i posadziłem przy prawdziwym stole. Podałem prawdziwą mrożoną herbatę w prawdziwych szklankach i usiadłem obok niej. Powiedziała do mnie: „A teraz możemy naprawdę napić się razem herbatki”.

My również bawimy się w dom w naszym domku z plastiku, z tą różnicą, że nadaliśmy mu nazwę „kościół”. Zmuszamy Boga, by spróbował się zmieścić w tym domku, serwując mu adorację i uwielbienie „na niby”. Następnie spoglądamy na Niego, pytając: „Zabawnie jest, prawda?”.

TATO MĘCZY NAS ZABAWA W GRY WYMYŚLONE PRZEZ CZŁOWIEKA

Odpowiedź Jego będzie zawsze brzmiała „tak”, ale tylko dlatego, że Bóg uczyni wszystko, by mieć z nami społeczność. Będzie skłonny „oddać w niewolę swoją chwałę” (zob. Ps 78:61), byle tylko móc przysiąść się do nas, gdyż ponad wszystko pragnie, byśmy nieustannie szukali Jego obecności. Oczekuje, tylko byśmy szczerze wyznali: „Ojcze, męczy nas zabawa w kościół, wymyślona przez człowieka. Czy zechciałbyś nas zabrać do dużego domu, w którym będziemy mieć prawdziwą społeczność z Tobą?”.

Męczy mnie wracanie do domu po nabożeństwie bez jakiejkolwiek zmiany we mnie. O wiele bardziej wolę wrócić ze spotkania z Bogiem kulejąc niż skacząc – zwłaszcza dlatego, iż to pierwsze może odmienić mój los.

Z pewnością nie lubisz poczucia frustracji, ale musisz zrozumieć, że może być ona święta, tak jak święta może być złość. Jest to coś, co Bóg zasiał w nas po to, by mogło zaowocować. Sam Bóg powiedział: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną…” (Mat 5:6).

Święty głód i błogosławiona frustracja mają moc, by stworzyć przeznaczenie, przekształcając tym samym próbę sił. Powinniście spróbować przegrać tę walkę… lecz nie wcześniej niż zostaniecie dotknięci przez Boga. Takie właśnie Boże dotknięcie na zawsze uszkodziło ścięgno Jakuba – do tego stopnia, iż Żydzi nie chcą spożywać ścięgna z żadnego zwierzęcia. Kodeks żywnościowy Hebrajczyków zabrania spożywania rzeczy martwych. Bóg odcisnął znak śmierci w życiu Jakuba, aby zapewnić jego przyszłość. Bardzo często w uśmierceniu ciała odnajdujemy zalążek nowego przeznaczenia. Twój pomysł na życie powinien umrzeć po to, aby Boże przeznaczenie mogło zaistnieć.

Uważam, że jesteśmy tak zabiegani i tak skupieni na karierze, terminarzu i sprzęcie wymyślonym przez człowieka, że straciliśmy sens prostoty obecności Bożej. Powinniśmy z determinacją przyjąć i zastosować w życiu dewizę Jana Chrzciciela: „On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym” (Jan 3:30). Pora wezwać „Jakubów”, schorowanych, bo wypełnionych sobą, aby zechcieli walczyć ze swoim przeznaczeniem, dopóki nie dotknie ich sam Bóg – nawet jeśli wrócą do domu utykając, ale za to z sercem odmienionym na wieki.